Share on Facebook

Poziomka Raffiego







 Poziomka Raffiego

Poziomka Rafała Muszczynki - Raffi


Wstęp

Historia mojego pierwszego roweru poziomego zaczęła się w roku 2003. Wtedy to po raz pierwszy przejechałem się na rowerze poziomym (krótka baza, kierownica pod fotelem) Bartka Nasierowskiego (Dziękuję!). Była to dla mnie ciekawa "odskocznia" od roweru typowego, która wprowadziła w nieco nudnawe już rutynowe toczenie się typowym rowerem pewien powiew świeżości. Ale nic więcej.

Dopiero rok 2005, przyniósł znaczące zmiany w moim postrzeganiu Poziomów. Po pierwsze był to rok mojej pracy na rikszy - Velotaxi. Spędzanie po 8-12h na ważącym 150kg rowerze poziomym (nierzadko dociążonym dodatkowo 2-3 pasażerami) dało mi dość dobre pojęcie czym są poziomy. Poznałem empirycznie jakie mają wady i zalety. Schodzenie z takiego roweru bez bólu pleców, tyłka i rąk po całym tygodniu pracy dzień w dzień nauczyło mnie jednego: Poziom = wygoda, ergonomia i komfort. Po drugie, dzięki Bartkowi Zaborowskiemu, który w tym czasie stworzy swój pierwszy poziom (długa baza, sterowanie podsiodłowe), dotarło do mnie, że budowa czegoś takiego to nie jest żadne science fiction. Zdałem sobie sprawę, że dałbym radę to zrobić bez wielkiego warsztatu, wielu narzędzi i skomplikowanej wiedzy technicznej. Trzecie wydarzenie w 2005 roku, bez którego moja poziomka nigdy by nie powstała, to kradzież dopiero co złożonej Birii. Ona dała mi potrzebę zdobycia nowego roweru i była ostatecznym impulsem poszukiwań. A skoro nowy rower, to czemu by nie poziomy?

 

Projekt

Projekt od początku był ambitny. Poziom miał być lekki, z aluminiową ramą. Z racji tego, że spawanie aluminium można uznać za mocno kłopotliwe (i kosztowne), w grę wchodziły wyłącznie inne metody łączenia tego materiału. Do tego rower musiał być krótki (do windy nie wchodziło nic dłuższego niż 2,1m). Musiał być także zwrotny - typowe zastosowanie to jazda po mieście, przeciskanie się w korkach i (z rzadka) wypad na trasę lub w teren. Postawiłem też na wygodę - pełne zawieszenie, fotelik na optymalnej do zsiadania wysokości 40-45cm, kierownica pod fotelikiem (to też wpływ Bartków) i odpowiednie, sprawdzone doświadczalnie ustawienie fotelika.

Dość szybko okazało się, że niektóre z tych wymagań są ze sobą sprzeczne, a inne trudne do osiągnięcia. Z wielką pomocą Bartka powstało bodajże 14 wersji projektu, a każda kolejna poprawiała jakiś błąd konstrukcyjny - likwidowała sprzeczne założenia, wprowadzała kompromisy, naprawiała pomyłki w wyliczeniach, albo zmieniała technologię budowy. Gdzieś na końcu tej drogi, mój pierwszy poziomy rower wyglądał mniej więcej tak:proj poziom15

 

 

Kompletowanie osprzętu:

Na wiosnę 2006 roku rozpocząłem proces kompletowania osprzętu. Wieloletnie doświadczenie z rowerami klasycznymi i cenne rady i doświadczenia Bartka Zaborowskiego dotycząc poziomów, pozwoliły na dość szybkie i niedrogie skompletowanie niezbędnych elementów. Rower posiadał mocne przednie koło 20" z obręczą Mavic BMX (poziomy nie dają możliwości podbijania przedniego koła pod krawężnik) i tylne na słabszych, ale i znacznie lżejszych komponentach. Osprzęt stanowiła mieszanka grup szosowych (przednia korba i przerzutka) i MTB (reszta). Hamulce to sprawdzone w dwóch moich poprzednich rowerach SRAM 7.0. Całość bujała się na damperze RockShox SID (165mm) z tyłu i amortyzowanym widelcu RST 200k z przodu. Ten drugi nie był moim wyborem lecz koniecznością - to jedyny amortyzator na koło 20" dostępny wtedy w Polsce. Fotelik stanowiła zaś sprawdzona konstrukcja z Kalisza.

Generalnym założeniem przy doborze osprzętu była jego trwałość. Cenę i wagę części postawiłem na dalszych pozycjach.

Budowa

Proces budowy ramy rozpocząłem w połowie czerwca 2006 roku, zaraz po zakończeniu sesji na studiach. Nie bez znaczenia był też fakt posiadania "wolnej chaty" - Tatuś wtedy przez praktyczniepoziom na zadymie

cały miesiąc był na Suwalszczyźnie, więc opiłki metalu, kartki z wyliczeniami, wymiarami i planami oraz narzędzia walając e się po całym domu, nie przeszkadzały nikomu z domowników. Podobnie jak hałas pracującej całymi dniami wiertarki i smród klejów.

Budowa zaczęła się od zakupu niezbędnego aluminium. W Polsce niestety można kupić tylko słabsze stopy, a i wymiary rur nakładają poważne ograniczenia. Ostatecznie część zakupów odbyła się w sklepach w Warszawie, a po resztę wybrałem się (z Kazą, której dziękuję!) na jednodniowy wypad do... Radomia.

 

Materiał zakupiony na ramę kosztował mnie łącznie nieco ponad 250zł. Do tego doliczyć należy dwie ramy które dostałem za darmo (Dzięki Olku i Yaroshu za te dary!) i nieco śrub z marketu.

 

Sama rama była konstrukcją bardzo nietypową i innowacyjną. Z pierwotnie przyjętej koncepcji giętego długiego profilu trzeba było zrezygnować na rzecz ramy z profili aluminiowych łączonych ze sobą na klej (na zimno). Technologia ta prawdopodobnie nigdy wcześniej nie była zastosowanapoziom budowa ramy do budowy kompletnej ramy roweru, ani w Polsce, ani w Europie. Najbliższą tej technologii jest technologia budowy Lotusa Elise, która zakłada łączenie elementów z aluminium klejem na gorąco, z późniejszym wygrzewaniem całej ramy pojazdu w autoklawie. Do dzisiaj Lotus jest bodajże jedyną firmą, która opanowała technologie klejenia ram pojazdów z aluminium.

poziom i ja

Jak na nietypową technologię wykonania przystało, nie mogłem posilić się istniejącymi danymi, doświadczeniami innych osób, czy ogólnie dostępnymi informacjami. Wszystko odbywać się musiało metodą prób i błędów. Rower parokrotnie łamał się jeszcze w fazie produkcji, wymagał nanoszenia wielu poprawek i ciągłego wprowadzania zmian konstrukcyjnych. Dnia, w którym rower stawiany był po raz pierwszy na koła, takich zmian wprowadziłem wraz z Bartkiem Zaborowskim kilkanaście - każda kolejna po połamaniu się roweru w innym miejscu.

 

Ostatecznie rower w pierwszą udaną podróż (po parkingu przed blokiem) ruszył wieczorem 7 lipca 2006 roku, po ponad 12h ciągłych poprawek. Była to bodajże 18 wersja pierwotnego projektu roweru. Pojazd nie posiadał wtedy jeszcze tylnego hamulca, ani piwotów do niego, a "bloczki" łańcucha nie były odpowiednio przyklejone do ramy. Dwa dni później rower po ukończeniu wyjechał pierwszy raz na miasto i... połamał się na skrzyżowaniu Ratuszowej z Jagiellońską, 8km od domu.

 

Kolejne miesiące i lata upływały npoziom pierwsza jazdaad okiełznywaniem nieznośnej technologii klejenia aluminium (którą ostatecznie w wielu miejscach zastąpiono łączeniem na mufy wykonane z kompozytu szklano-epoksydowego i węglowo-epoksydowego) oraz nad eliminacją błędów projektowych (słabych punktów ramy). Pierwotne łączenia na klej zostały jedynie przy suporcie, na wahaczu i w bagażniku roweru. W kilku miejscach profile lub elementy zmieniły swoje wymiary, by lepiej przenosić nie zaplanowane wcześniej obciążenia. W zasadzie każdy element pojazdu był wykonywany co najmniej dwukrotnie.

W 2007 i 8 roku poziom był jeszcze kilkukrotnie przebudowywany po pękaniu ramy lub upadkach. Zyskał też malowanie szarą farbą i okleinę odblaskową w postaci paska ciągnącego się po bokach głównego profilu ramy i wahacza oraz stylizowanego napisu "Raffi" na ramę. Ostatnia naprawa ramy odbyła się w lipcu 2008 roku. Od tego czasu rower jeździ całkowicie bezawaryjnie, jeżeli nie liczyć zderzenia ze Stormem, które wymagało wymiany kilku rur bagażniku zniszczonych przez uderzenie i naturalnego zużywania się osprzętu.

poziom pomalowany

Pierwsze jazdy, wyprawy, rekordy:

W pierwszą dłuższą podróż poziom wykonał na trasie Warszawa - Łódź - Warszawa. 4 września 2006r. pokonałem nim 280km w ciągu jednego dnia. Całkowicie bezawaryjnie. W powrotną stronę osiągnęliśmy z Bartkiem na trasie z Łodzi do Warszawy średnią 30km/h pokonując tą trasę w około 3,5 godziny - tyle czasu wtedy trwała tam podróż pociągiem! Rekord 280km w ciągu jednego dnia to wciąż najlepszy dystans jednego dnia jaki osiągnąłem na poziomie. Próby pobicia tego rekordu odbywały się chociażby we wrześniu 2008 roku, kiedy to wracaliśmy z Bartkiem z Oławy do Warszawy rowerami. Niestety wtedy kontuzja kolana zmusiła mnie do przerwania podróży w Łodzi, z wynikiem na liczniku nieco ponad 240km. Kolejne próby też się nie udały (nie było ich wiele, nie mam "parcia na rekordy"), pierwsza długa trasa pozioma do dziś jest jego najdłuższą.

Poza wypadami związanymi z biciem rekordu rower zaliczył też:

  • sześciodniowy wypad po okolicach Puszczy Białowieskiej, głównie po drogach nieutwardzonych,
  • 8-dniowy wypad z sakwami ze Świnoujścia do Gdańska z Pimpfem (głównie szosa),
  • dwutygodniowy wypad z sakwami na Litwę z fundacją Synergia,
  • kilkudniowy wypad na Mazury z Czajnikiem,
  • ekspresową, dwudniową pielgrzymkę rowerową do Częstochowy,
  • odprowadzanie Dori, Józka i Bartka na rowerze z Krynicy Górskiej do Budapesztu z powrotem przez Bratysławę,
  • 7-dniowy wypad 750km z Pimpfem, z Gdańska do Olsztyna przez Suwałki,
  • blisko dwutygodniowy wypad na Suwalszczyznę z Izą
  • i wiele jednodniowych wypadów, nierzadko po 200km.

Obecnie mój rower, po przejechaniu ponad 25500 km i wymianie na nowy większości osprzętu, wciąż jeździ.

Na bazie moich doświadczeń w podobnej technologii został też zbudowany jeden z kolejnych rowerów Bartka Zaborowskiego (SWB USS 2x20" alu+kompozyt), który (choć mniej awaryjny niż mój w początkowej fazie po produkcji) nie jeździł jednak tak długo jak mój poziom. Rower Bartka obecnie stoi nieużywany w garażu u Storma w Ożarowie Mazowieckim.

Pozdrawiam,Rafał Muszczynko - Raffi

 

Powered by Bullraider.com
 
 
 
 
 

Joomla Templates by Joomla51.com