Ktoś się wybiera na ten brevet? Z tego co słyszałem, to Franc na pewno, a ktoś jeszcze?
Pytam, bo też się bym (jednak) wybrał ;) Może jakaś grupa poziomek "pod wezwaniem"?
A może jakiś wspólny trening (wypad) gdzieś razem w jakiś weekend lipcowy-sierpniowy przed?
A) Jadę :)
B) Rodzice zgodzili się przenocować uczestników za free, przyda się tylko własny śpiwór i ręcznik.
C) Nie wiem jeszcze czy dam radę kogoś przewieść, bo pewnie będę jechał z rodziną.
A) Jadę
B) Chata Rodziców wolna, można będzie przenocować bez problemu (własny śpiwór i ręcznik by się przydał)
C) Mam w samochodzie miejsce na 2 osobo-rowery TYLKO DO Białegostoku w piątek, w związku z tym, że wracam do wAw w niedzielę i z dzieciakami nie mam miejsca powrotnego.
@Franc... Jestem mocno zainteresowany 1 miejscem na osobo-rower. Aczkolwiek tym razem najprawdopodobniej byłby to Żółtek a nie SeLeR... Da radę? ;)
Jeden wój, żółtek czy SLR, pamiętaj jednakże, że tylko do Białegostoku.
@Franc - wiem i pamiętam, dzięki :)
Przy okazji - Organizatorzy umieścili nieco więcej linka o imprezie:
http://randonneurspolska.pl/kalendarz-imprez/8-strefa-imprez/56-brevet-200-km-w-bialymstoku
Widzę że sobie na 2 założyliście wątek ;)))
Ja w każdym razie tym co prawda niemiłym akcentem, jednak chciałem was odwieźć od tych 200km i zaprosić na tutejsze kręcenie przedzlotowe,
co prawda tylko 100km ale trasa będzie zlotowa szybkobieżna do przejechania.
o 10 w tą sobotę spod nieznanych żołnierzyków ruszamy.
Storm 100 to dasz radę a jak Ci padnie to podmiejskim dojedziesz albo Cię na hol weźmiemy ;)
Zapraszam!
@Antonowitch. Nie odwieźć, ale odwieść - nas ci się nie uda.
Niestety nie da rady. Brevet 200km już zapłacony, rower gotowy i ja praktycznie w okolicach formy.
Ale zawsze możesz do nas dołączyć, przelej kaskę i jedź z nami! Dasz radę! Skoro możesz zrobić 100km, to 200 kilometrów będzie dla ciebie przyjemnością! :)
Still alive, ale ostatnie km robiliśmy w takim deszczu, że ledwo było widać drogę, poza tym było fajnie.
Z ciekawostek - na jakieś 35 km przed połową trasy zgubiłem jakimś cudem śrubę trzymającą lewą korbę. Na szczęście Autochtoni poratowali śrubą i podkładką, więc po naprawie ruszyłem dalej.
Ale było kilka przygod... Mnie osobiście całkiem nieźle szło od samego początku, kiedy to na pierwszych kilometrach zobaczylem śliczną górkę w dół. Ale jaki DÓŁ :D 60km/h na niej zrobiłem po drodze przelatując obok zdziwionych szoszonów i podkręcając delikatnie, aby te 60 nabić. Zamiar się udał i kolejne kilometry jechałem przeszczęśliwy, że udało mi się zrobić nowy rekordzik. Oczywiście po tych kilku kilometrach wyprzedzili nas szoszoni, którzy się akurat rozkręcili. Ale to było do przewidzenia i było zaplanowane. Po wyjeździe z Białegostoku zaczął się... Kaszebe Runda II. Tak to określę, wnikać w to nie będę poza kilkoma prostymi określeniami:
- dużo górek, dużo zjazdów i dużo podjazdów
- mało prostych i wystarczająco długich aby utrzymać "swoje standardowe" tempo
Przez pierwsze 30km łapałem swoje tempo jak zwykle, ale potem się rozpedałowałem na dobre i tylko leciałem i co kilka kilometrów wyjmowałem cue-sheeta, abys prawdzić kierunek. W pewnej chwili jednak tego nie zrobiłem no i przeleciałem jakąś główną drogę, wleciałem na jakieś mniej używane asfaltowe, dziwiąc się niejako obecnością kolejnego gorszego asfaltu, ale że był ładny zjaździk klasy '50 and more' to poleciałem dalej. I kilka minut potem po przejechaniu kilku kilometrów wyjąłem jednak papier i GPSa. Moja "radość" była nie do opisania. Ale od razu zacząłem kombinować jak wrócić na skróty, jadąc jednocześnie do Lipsa. W wyniku tego kombinowania pojechałem drogami klasy III po żwirze i innych i nie ukrywam, że gdybym jechał SLRem to powietrze by się roiło od krzywych ;]. Także do Lipska dojechałem od strony Grójca i tam też spotkałem tych, którzy jechali za mną a którzy byli już potem przede mną... Co za pech! A miałem takie szanse aby jednak dojechać w lepszym czasie. No i oczywiście to co nadrobiłem zwróciło się przeciwko mnie, potrzebowałem chwili wypoczynku, a tego już nie miałem...
Droga powrotna była niczego sobie, jechało się znakomicie, aż do Białegostoku prawie, Niestety przed nim zaczęło padać i póki lekko kropiło to się jechało. Niestety w pewnej chwili walnęła taka ulewa czy grad, że musiałem zjechać na bok w leśną drogę pod drzewa. I za moment rozpoczęła się ostra burza. Jak zaczęło wlaić dookoła to tylko liczyłem czy mam jakiekolwiek szanse jak walnie w sosenkę opodal mnie... Na szczęście burza przeszła, ale ja sam suchy już nie byłem. Kompletnie przemoczyny wyjechałem z drogi leśnej, wykręciłem na Białystok i... po kilkuset metrach zobaczyłem murowany przystanek z dachem PKSu... A ja stałem pod drzewem...
Ciągnąłęm zatem dalej, robiło mi się powoli cieplej, ale lewy blok SPDa stracił swoje właściwości przyczepne do pedała, więc chwilami noga mi się samoistnir wyczepiała. No i jeszcze mokra droga, mijające i chlapiące samochody. Ale jeszcze tylko kilka kilometrów! Już ich tam prawie widzę, jeszcze tylko ze 2-3 ekstra super wielkie podjazdy i... Odcięcie. End of power. Po prostu. Burza? Deszczyk? Mokro? Ekstra ogrzewanie? No to wszystko kosztuje, A ja doliczony co do minuty nie miałem już krzty kalorii, więc organizm przesiadł się na tłuszczyk... Zatrzymałem się. Bo jaki sens jechać 20 km/h na '5', na prostej równej jak stół. Baton, czekolada... I jadę dalej. I jest już lepiej.
Dojeżdżam na punkt: 1 samochód, organizatorzy i... Franc. W pelerynce przeciwdeszczowej trzęsący się jak galareta z zimna. Ostatnie podpisy, w tył zwrot i... 9km do domu.
Reasumując - gdyby nie ta burza, problemy z nawigacją i SPDem - byłoby lepiej. A tak to wynik z Kaszebe Rundy w zasadzie powtórzony. W zasadzie, ale tak naprawdę jest o wiele lepiej. Bo na Kaszebie schodząc z roweru przy miejscu noclegowym nie byłem w stanie już na niego wsiąść. Po prostu totalny koniec. Obaj z Francem byliśmy wykończeni. A tu? Dalibyśmy radę zrobić jeszcze stówkę po płaskim bezproblemowo ;)
Na koniec. Żałuję po raz kolejny, że nas poziomkowiczy było tak mało - raptem dwóch.
Szanowni - ja wiem, że "200km" brzmi dla niektórych strasznie. Ale pomyślcie sobie, że to tak jakby zrobić 2x w ciągu dnia wycieczkę Zlotową. Da się!